EKOFIL

PRZYDOMOWE OCZYSZCZALNIE ŚCIEKÓW

 

Oczyszczalnie roślinne alternatywą dla twardych technologii

Mocno polemiczny artykuł w szczególności dotyczący oczyszczalni drenażowych. Nie sposób jednak nie polemizować z autorem, że oczyszczalnie drenażowe są jakąś alternatywą zamiast poprzednio stosowanych, uciążliwych, niejednokrotnie dziurawych szamb.

Dbałość ludzi o swoje zdrowie i otoczenie sprawia, że coraz więcej użytkowników zamiast doczyszczania tlenowego w gruncie, stosuje oczyszczalnię z napowietrzanym osadem czynnym lub złożem biologicznym. a dopiero tak oczyszczone ścieki wprowadza do gruntu lub cieków wodnych - są to tzw. wg autora twarde technologie. Ich alternatywą są oczyszczalnie roślinne.

A oto obszerne fragmenty artykułu.

 

Jak wieś produkuje ścieki

Nawozy sztuczne i naturalne

To nie ścieki bytowe są głównym źródłem zanieczyszczeń substancjami biogennymi. Szacuje się, że 80% azotu spływającego polskimi rzekami do Bałtyku to zanieczyszczenia obszarowe, pochodzące z opadów atmosferycznych i agrarne. Nie dlatego, że mamy w Polsce dużo i dobrych oczyszczalni ścieków. Dlatego, że mamy dużo kominów. W przypadku fosforu opadowe pochodzenie ma 20% (K. Bartoszewski, konferencja w Polanicy Zdroju, 1996 rok). Tymczasem A. Kowal (IOŚ) podaje przedział 32 - 97% jako ilość azotu amonowego pochodzącego z tzw. spływów obszarowych w wodach rzek polskich. Wielkość ta zależy oczywiście od wielu czynników: wielkości nawożenia (do tej pory ciągle spada: z 193 kg/ha w 1980 do 62 w 1992), sposobu nawożenia, rodzaju upraw, podatności gleby na erozję (największą erozję powodują rośliny okopowe), pogody, sposobu przechowywania nawozów, metody chowu zwierząt, itd.

Trudno wyobrazić sobie metodę badań udziału zanieczyszczeń obszarowych - agrarnych w wodach gruntowych i powierzchniowych. Stąd ocena tych zjawisk opiera się na wskaźnikach pośrednich a wnioski są obarczone sporą niepewnością.

Co można zrobić aby polepszyć stan obecny:

  1. nie trzymać nawozów luzem na polu i nie zabezpieczonych,
  2. nie wylewać gnojówki w zbyt wysokich dawkach na pole (najlepiej do 25 m3/ha - mało przydatny średni wskaźnik), na zbyt nachylonych stokach, na słabo przepuszczalnych glebach, na zamarznięte gleby itp.,
  3. optymalnie obciążać glebę nawozem sztucznym,
  4. nie koncentrować hodowli,
  5. kontrolować wycieki z kiszonek.

Ścieki bytowe

Obecnie obserwuje się na wsi wyraźną tendencję zmniejszania zużycia wody do celów bytowych. Krzysztof Kuczewski, prof. AR we Wrocławiu podaje średnią 110 dm3/p.e./dobę. Janusz Łomotowski, który badał rozbiór wody na wsi stwierdził zużycie w wysokości do 30 dm3 zimą-wiosną oraz około 100 dm3 latem. W badanej wsi pozostały czynne studnie po wybudowaniu wodociągu, które w okresie lata nie pokrywały pełnego zapotrzebowania na wodę. Wnioski: do kanalizacji trafiały ścieki powstałe najczęściej tylko z zużycia wody wodociągowej do celów kuchennych oraz higieny osobistej. Woda ze studni najczęściej zużywana była do celów gospodarczych i hodowlanych, i nie trafiała do kanalizacji. Można więc przyjąć, że w badanej wsi powstaje tylko 30 dm3 ścieków na dobę od jednego mieszkańca. Brzmi to trochę nieprawdopodobnie. Mam jednak podobny przykład: we wsi Gierszowice w gminie Olszanka (woj. opolskie) wybudowano oczyszczalnię o nazwie "Sebiofikon". Duże problemy z eksploatacją tego obiektu wynikały między innymi z powodu małej ilości, silnie zagęszczonych ścieków. Oczywiście nie w każdej wsi występuje taka ilość i charakterystyka ścieków. Jest to tylko sygnał: projektant obliczający oczyszczalnię dla wsi nie może kierować się po prostu podręcznikowymi wskaźnikami. Bardzo ważny jest wywiad w terenie, struktura zawodowa mieszkańców, lokalne zwyczaje itd. Dobrze jest przyjąć stosunkowo dużą rezerwę na czynniki nieprzewidywalne - nawet 30 - 35%.

Osobnym problemem jest okresowe wpuszczanie do kanalizacji zbiorczej wsi gnojowicy lub gnojówki. Często po wybudowaniu kanalizacji zbiorczej dotychczasowe "szamba" wykorzystywane są na odstojniki dla ścieków od zwierząt. Przepompowywanie ich do kanalizacji zbiorczej jest procederem trudnym do kontroli. We wsi Nowe Siodło koło Mieroszowa czasami czuć bardzo intensywny zapach gnojówki w ściekach. Ilość azotu w takich ściekach może zakłócić pracę każdej oczyszczalni.

Technologie oczyszczania ścieków w terenie wiejskim

Technologie roślinne

Oczyszczalnie roślinne to nic innego jak sztuczne filtry obsadzone roślinnością wodolubną. Są one częścią biologiczną oczyszczalni ścieków. Część mechaniczna jest najczęściej klasyczna: osadnik gnilny, osadnik wstępny lub przy większych ilościach ścieków - osadnik Imhoffa.

Filtry tworzone są najczęściej ze specjalnie dobranych składników mineralnych i organicznych. Na terenie Polski funkcjonują dwie główne szkoły: "duńska" wykorzystująca piasek i żwir o różnej granulacji do tworzenia filtra i "glebowa" tworząca filtr z gruntu o dużej zawartości cząstek ilastych wymieszanego z elementami organicznymi: kompostem, słomą, korą itd. W tych filtrach odbywają się zasadnicze procesy oczyszczania ścieków. Trzcina spełnia tu trochę rolę katalizatora tych procesów: dostarcza tlen w najbliższe sąsiedztwo swych korzeni, wydziela substancje o właściwościach antybiotycznych, poprawia hydraulikę filtra.

Drenaż rozsączający

Tym terminem powszechnie określa się następujący układ techniczny:

  1. część mechaniczna - osadnik gnilny; często wykonany z tworzywa sztucznego, o pojemności 1 - 2 m3,
  2. część rozsączająca - drenaż ułożony w gruncie lub w odpowiednim kopcu, jeżeli grunt jest trudno przepuszczalny.

Budowa tego układu obwarowana jest kilkoma zastrzeżeniami. Najwyższy poziom wody gruntowej powinien być przynajmniej 150 cm poniżej poziomu wprowadzania ścieków drenażem w grunt. Duży spadek terenu wyklucza racjonalność stosowania rozsączania: drenaż powinien być położony w spadku bliskim 0% (najlepiej 0,2 - 0,3%). W górach i terenach podgórskich wymaga więc jego założenie dużych prac ziemnych. Spadki terenu powyżej 20% wykluczają stosowanie tej metody: ściek może wypłynąć na powierzchnię skarpy poniżej drenażu. Ważny jest też rodzaj gruntu, w którym stosujemy drenaż - jego zbyt duża spoistość wydłuża go absurdalnie, natomiast stan luźny gruntu stwarza poważne zagrożenie sanitarne. Jest to spowodowane tym, że większość bakterii chorobotwórczych może w środowisku gruntowym przeżyć około 3 miesięcy. W tym czasie ściek np. w żwirze może przepłynąć około 3,7 km przy spadku wody gruntowej 5%. W takim więc przypadku strefa ochronna powinna mieć promień około 3 km! Zalecam więc stosowanie opisywanego układu jedynie sporadycznie, przy spełnieniu wszystkich warunków, dla domów o znacznym odosobnieniu i kiedy nie ma możliwości zastosowania innych metod oczyszczania ścieków. Bardzo odważne jest stosowanie tego rozwiązania dla poszczególnych gospodarstw całej wsi. W zasadzie niewiele różni się taka sytuacja od występującej najczęściej poprzednio, kiedy ścieki odprowadzane są do nieszczelnych szamb z okresowym, nocnym wypompowywaniem osadów do najbliższego rowu.

Metoda ta była mocno propagowana we Francji - bardzo oficjalnie - nawet przez ministerstwo ochrony środowiska. W tym roku Francja otrzymała od Unii Europejskiej 3 mld ECU na odnowienie zasobów czystych wód gruntowych. Zasoby te zmniejszyły się poniżej poziomu krytycznego głównie z powodu rozsączania ścieków w gruncie.

Niemcy od pewnego czasu wyrywają drenaże i zakładają masowo oczyszczalnie korzeniowe. Stało się to tak masowe, że wiele niemieckich "betonowych" firm rozszerza swoją ofertę właśnie o tę technologię z powodu atrakcyjnego, ciągle rozszerzającego się rynku.

Podsumowując: metoda rozsączania ścieków w gruncie to nie metoda ich oczyszczania a sposób na ich pozbycie się. Najczęściej nieskuteczne i niebezpieczne.

Technologie twarde

Oferowane dla wsi "konwencjonalne" technologie są równie skuteczne jak technologie roślinne. Oczywiście absurdem wydaje się być budowa oczyszczalni przyzagrodowych w tych technologiach: duże zróżnicowanie jakości - stężeń dopływających ścieków, ich olbrzymia nierównomierność dobowa dopływu (często ścieki z jednego domu na wsi płyną tylko 2 -3 godziny w ciągu doby) stwarzają kolosalne problemy w eksploatacji takich obiektów.

Oczyszczalnie dla całych wsi, którymi opiekują się fachowcy z gminnych zakładów komunalnych najczęściej nie odbiegają od średniej krajowej w efektach swojej pracy.

W sytuacji wiejskiej najlepiej sprawdzają się złoża biologiczne nisko i średnio obciążone. W skrócie wygląda to następująco: ścieki doprowadza są do szczelnego zbiornika wypełnionego kształtkami lub odpowiednimi pakietami wykonanymi z tworzywa sztucznego; to wypełnienie powinno mieć powierzchnię właściwą około 100 m2/m3; na jego powierzchni rozwija się błona biologiczna zbudowana z mikroorganizmów; ścieki podtrzymują ich życie dostarczając im związki organiczne.

Koszty eksploatacji złóż biologicznych są stosunkowo niskie, a trudności eksploatacyjne średnie. Oceny te są w odniesieniu do innych technicznych oczyszczalni oczywiście.

Dokładniej o glebowo-roślinnym systemie oczyszczania ścieków

Wstęp

Dla uporządkowania obszaru tematycznego przedstawiam klasyfikację (z pewnością jedną z wielu) tzw. naturalnych systemów oczyszczania ścieków:
  1. system stawów - wymagana powierzchnia - ok. 25 m2/ RM,
  2. system hydroponiczny (filtr z tłucznia, żwiru lub piasku obsadzony roślinnością bagienną, najczęściej trzciną) - wymagana powierzchnia - ok. 5 - 10 m2/ RM,
  3. system glebowy - ok. 5 m2/RM.

Opis systemu glebowego

Oczyszczalnie bagienne podzieliły środowisko "ściekowców". Na sceptyczną większość i mniejszość szalonych entuzjastów. Skąd taka polaryzacja opinii? Z mitów. Typowy obraz oczyszczalni bagiennej to jakieś złoże filtrujące (najlepiej dobrze przepuszczalne) obsadzone roślinnością bagienną lub wodolubną, przez które przepuszcza się pionowo lub poziomo ścieki. Zimą działa kiepsko, substancji biogennych nie usuwa, brzydko pachnie a komarów tam zatrzęsienie. To był cytat, wielu urzędników gmin i wydziałów ochrony środowiska wypowiada takie słowa po przeczytaniu poradnika Pani Barbary Osmulskiej z Instytutu Ochrony Środowiska w Warszawie [9]. Poradnika wydanego za pieniądze rządowe przez rządową instytucję. Czy może być coś bardziej wiarygodnego? Rzeczywiście widziałem kilka takich źle działających oczyszczalni. Ale były to wyjątkowe obiekty. Obiekty, które po prostu zostały źle wybudowane. Wiele technicznych oczyszczalni (dużo, dużo więcej!) zostało źle wykonanych i ma złe wyniki. Nikt jednak nie wyciąga na tej podstawie wniosków, że trzeba przestać je budować. Były to po prostu wypadki przy pracy.

Pozornie projektowanie oczyszczalni roślinnych wydaje się być banalne - jako filtr gleba gliniasta, jako roślina tylko trzcina pospolita, kierunek przepływu obojętny. Tymczasem tu też obowiązują zasady.

Zasada działania i wymiarowanie

Zasada działania filtrów glebowych jest taka sama jak w technicznych oczyszczalniach. Najpierw ujmuje się zanieczyszczenia łatwo opadające i pływające. Potem dopuszcza się mikroorganizmy do dzieła. Nie trzeba ich jedynie "zaszczepiać" czy "hodować". Należy puścić ściek na filtr glebowy i czekać. W glebie rozwiną się szczególnie te kolonie bakterii i grzybów, które są właśnie potrzebne. Inne dalej drzemią, czekając na swój dzień. W ten prosty sposób taki glebowy system oczyszczania ścieków jest w stanie szybko reagować na zmiany jakości ścieków: rodzaju i stężeń zanieczyszczeń.

Tlen dostarcza w pobliże swoich korzeni roślina. Około 12 g/m2 każdej doby. Również zimą. Na każdy gram NNH4 potrzeba 4,6 g O2 aby zachodziła nitryfikacja. Więc każdy m2 powierzchni filtra glebowego usuwa 2,6 g azotu w czasie jednej doby przy dostatecznej obecności węgla organicznego. Przyjmując zawartość azotu amonowego w surowych ściekach bytowych w wysokości 55 mg/dm3,dawka ładunku przypadającego na 1 RM wynosi prawie 10 g dziennie. Aby osiągnąć niezbędny poziom azotu amonowego na odpływie trzeba usunąć 49 mg azotu w każdym dm3. W wartościach bezwzględnych jest to 8,8 g NNH4/RM x d. Ładunek ten wymusza powierzchnię filtra glebowego niezbędną dla 1 RM w wysokości 3,38 m2. Zimą, przy niższej temperaturze, nitryfikacja zachodzi w złożu wolniej o 20-25%. Wymagana powierzchnia zwiększa się więc już do około 4,23 m2. Dodając około 0,75 m2 rezerwy na ryzyko trafienia na kiepskiego wykonawcę lub wyjątkowo srogiej zimy osiągamy magiczne 5 m2/RM. Ale to nie wszystko, trzeba jeszcze policzyć długość rozprowadzenia ścieków (inaczej przy przepływie horyzontalnym i wertykalnym), wysokość filtra, jego długość, określić skład dodatków.

Kiepski wykonawca najczęściej źle miksuje składniki filtra glebowego lub /i/ doprowadza do jego zagęszczenia. Konsekwencją pierwszego lub drugiego jest nieodpowiedni współczynnik filtracji. I wtedy żadne wyliczenia nie pomogą: ścieki płyną po powierzchni i nieoczyszczone przedostają się do odbiornika.

Skład filtra dobiera się w taki sposób aby osiągnąć i zachować kf = 5 x 10-4 m/s. - główną rolę pełni tu korzeń trzciny "rozpychający" się w złożu. Wymagana jest też odpowiednia długość drenażu rozprowadzającego ścieki, spadek dna i objętość filtra. Muszę w tym miejscu obalić kolejny mit. Oczyszczalnie glebowe może każdy sobie zrobić sam. Otóż tak nie jest. Nie są one łatwe w projektowaniu, wymagają precyzji w wykonaniu oraz uważnej pielęgnacji w okresie pierwszych dwóch - trzech lat funkcjonowania. Jeżeli te warunki są spełnione powstaje rzeczywiście "samograj". Bezkonkurencyjny, nie wymagający energii elektrycznej i sam dopasowujący się do rodzaju ścieków w sporej rozpiętości ich stężeń i rodzajów.

Prawie zawsze budujący korzysta z pieniędzy "zewnętrznych" - różnego rodzaju funduszy - budując oczyszczalnię. Ale po zakończeniu budowy zostaje sam z kosztami eksploatacji. Dlatego tak istotna jest ich wysokość.

Żółw błotny

Kiedyś, już dość dawno temu, miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu organizacji pozarządowych, które relacjonowały zaawansowanie kilku projektów finansowanych przez popularnie nazywany "Mały GEF". Jeden z nich dotyczył odtworzenia niegdyś licznego na naszym terenie żółwia błotnego. Kilkadziesiąt lat temu jego populacja została mocno zmniejszona w wyniku stopniowego osuszania terenów jego występowania. Kolejną przyczyną był brak połączeń między pozostałymi mokradłami co utrudniało żółwim narzeczonym kochać się skutecznie.

Drugi z projektów dotyczył gniazd bocianich. "Gefofcy" wzmacniali im te gniazda lub nawet budowali nowe. Przeważnie bezskutecznie. Bociany nie wracały do swych starych i nie zajmowały nowych gniazd, ponieważ większość dawnych mokradeł została osuszona.

Brak nam bagien i mokradeł! Wielka różnorodność zwierzątek i owadów tęskni za taplaniem się w błotku. Nie chodzi o to aby zmeliorowane łąki zamieniać ponownie w podmokłe i nazywać je wetlandami. Chodzi o pozostawienie mokrego, jeżeli jeszcze jest. Chodzi o zrobienie sztucznego bagniska o powierzchni 1000 m2, nawet jeżeli miałoby kosztować sto tysięcy. Bo to bagno przy okazji oczyści ścieki z całej wsi.

Zamiast "zblokowanej" technicznej oczyszczalni za dwieście tysięcy, dobrze zaprojektowane i dobrze zbudowane korzeniowo-glebowe oczyszczalnie ścieków są dobre na ścieki bytowe i przemysłowe z browarów, cukrowni i garbarni, odcieki z wysypisk odpadów i z płyt lotnisk. Ale nie mają konkurencji w zakresie małych oczyszczalni w terenie wiejskim. I to jako duże - dla całych wsi i małe - przyzagrodowe. Ich cena, koszty eksploatacji, skuteczność stawiają je zdecydowanie ponad techniczne rozwiązania. Wszelkie próby prostego "pomniejszania" technicznych, twardych technologii są kłopotliwe, drogie i nie dają do końca dobrych efektów.


Zagrodowe czy zbiorcze?

Obserwuję powstawanie niebezpiecznej ideologii polegającej na chęci budowania przyzagrodowych oczyszczalni ścieków w każdych warunkach. To rzeczywiście dobry pomysł. Każdy producent ścieków dokładnie może obejrzeć efekty swojej "produkcji", co się dzieje gdy nie zwraca uwagi na to co i ile wrzuca do ścieków. Świetnie to edukuje. Ścieki nie odpływają gdzieś tam do anonimowej oczyszczalni tylko do ogródka. Ma to też olbrzymią ilość innych zalet. Ale decyzja o takiej budowie może wynikać tylko z rachunku ekonomicznego przy założeniu istnienia dogodnych warunków terenowych. I wtedy jest do zaakceptowania. Uwaga, w rachunku ekonomicznym muszą zostać uwzględnione również koszty eksploatacji. A te w przypadku znacznego rozproszenia małych obiektów często rosną.

 

Co z osadami?

Wstęp

W trakcie eksploatacji każdej wiejskiej czy przyzagrodowej oczyszczalni ścieków powstaje problem osadów. Tradycyjne technologie wykluczają w zasadzie możliwość unieszkodliwiania ich przy małych obiektach. Jest to nieopłacalne. Zwożenie osadów do najbliższej dużej oczyszczalni jest niehigieniczne i drogie. A te oczyszczalnie najczęściej mają urządzenia do odwadniania osadów o wydajności odpowiedniej dla docierających do nich ilości ścieków. Co więc robić w takiej sytuacji? Odwadniać i mineralizować osad na miejscu.

Odwadnianie osadów ściekowych jest procesem wymagającym wysokich kosztów inwestycyjnych i wysokoenergetycznym w eksploatacji. Oba te wskaźniki zdecydowanie maleją w sytuacji zastosowania ekotechnologii - wykorzystania biocenoz o wysokim stopniu samoregulacji. Jedną z najbardziej złożonych biocenoz tworzy trzcina (Phragmites comunis) wraz z podłożem, które porasta.

 

Trzcina - cudowna roślina

W trakcie badań nad zastosowaniami trzciny w oczyszczalniach glebowych odkryto, że roślina ta ma właściwości, które sprawiają, że można ją wykorzystać nie tylko w oczyszczalniach, ale też do odwadniania osadów. Pierwsze takie badania prowadzili Seidel i Bittman już w 1968 oraz Kickuth w 1971. Pierwsze obiekty na większą skalę powstają dopiero teraz.

Transpiracja helofitów (wynurzonych roślin bagiennych) jest trzy razy większa niż parowanie wolnej powierzchni wody. Badania J.Królikowskiej wykazały, że 1 m2 liści trzciny może odparować 2,23 kg wody dziennie. Wartość ta zmienia się w zależności od wieku liścia, wilgotności powietrza, lądowego, lub wodnego stanowiska rośliny. Trzcina także, spośród wszystkich badanych roślin bagiennych, jest w stanie przekazać do korzeni najwięcej tlenu.

Oprócz odparowywania znacznych ilości wody trzcina zapewnia mineralizację osadu zgodnie z mechanizmem, który jest wykorzystywany w oczyszczalniach glebowych. Kluczową rolę odgrywa obecność rozrastającego się nieustannie systemu kłączy i korzeni. Zapewnia to dotarcie tlenu do całej warstwy rozłożonego osadu oraz przyspiesza odpływ cieczy osadowych. Utrzymuje też drożność warstwy drenażowej, znajdującej się pod warstwą osadu. Pozwala to uniknąć częstego na tradycyjnych poletkach, wysuszenia górnej warstwy, pod którą znajduje się gnijąca czarna maź, niemożliwa do dalszego odwodnienia.

Wokół korzeni tworzy się sieć mikroreaktorów czyli stref tlenowych przylegających bezpośrednio do korzenia, otoczonych obszarami beztlenowymi, w których wzajemne oddziaływanie bakterii, rośliny oraz cząstek osadu zapewnia ciągłość reakcji. Polega to na tym, że produkt jednej reakcji jest substratem dla następnej (following up) i proces rozkładu substancji organicznej trwa aż do utworzenia prostych związków nieorganicznych (mineralizacja). W tych warunkach następuje zmiana struktury osadu a mianowicie uwolnienie wody związanej w koloidach.

Z osadu o zawartości suchej masy 3 - 8% można tą metodą otrzymać podobną do humusu, miałką, jasnobrązową substancję o zawartości substancji stałych ok. 65%. Oznacza to 90% redukcji objętości osadu.


Technologia

Budowa trzcinowych poletek do suszenia osadu niewiele różni się od klasycznych poletek. Izolowane są od podłoża w celu ochrony wód gruntowych. Na izolacji, w kilkudziesięciocentymetrowej warstwie żwiru i tłucznia układa się drenaż. Izolacja może być wykonana z folii PEHD, ale odpowiednio zabezpieczonej, jeżeli chcemy wybierać osuszony osad mechanicznie. Najprostszym zabezpieczeniem są płyty i płytki betonowe oddzielone od folii warstwą fizeliny. Należy zadbać o wykonanie wjazdu i wyjazdu. Na kamieniach układa się warstwę piasku i kilka centymetrów próchnicy. Sadzonki trzciny wsadza się na głębokość kilkunastu cm, zalewa poletko wodą na wysokość 10 - 15 cm, i pozostawia na okres 2 - 3 tygodni. Sadzenie można przeprowadzać 11 miesięcy w roku, jednakże najlepiej wiosną, gdyż wtedy trzcina ukorzenia się najszybciej. Trzcina potrzebuje dużo słońca więc poletka należy sytuować na południowych wystawach. Najczęściej projektuje się kilka poletek i używa się ich na zmianę. W naszym klimacie oraz przy średnich opadach 750 - 1100 mm rocznie powinno się zaplanować taką powierzchnię poletek, która umożliwi odprowadzenie ok. 2.25 m3 osadu na każdy ich metr kwadratowy rocznie. Najlepiej rozprowadza się po powierzchni poletka osad o uwodnieniu 96-97%.

Aby dokładnie określić dawkowanie osadu należy wziąć pod uwagę jego rodzaj, zawartość ciał stałych, substancji organicznej itd. Ponieważ szlam jest nieustannie przewietrzany i udrażniany przez kłącza trzciny, poletko może być zapełniane przez 4 do 8 lat. Następnie pozostawia się je w spokoju na 6 miesięcy. Po tym okresie wybiera się zawartość poletka wraz z górnymi pędami trzcin. Należy pozostawić warstwę drenażu i część kłączy trzciny, tak aby mogła odrastać. W zależności od pory roku po 2 - 3 miesiącach poletko można ponownie włączyć do systemu. Substancja wybrana z poletka ma niski stopień uwodnienia oraz odmienną od suszonego tradycyjnie osadu strukturę fizyczną i chemiczną. Niewielka objętość oraz nowe właściwości sprawiają, że jest on "łatwiejszy" do składowania lub spalenia, ale przede wszystkim można go oddać środowisku jako świetny materiał rekultywacyjny a nawet rolniczy po uprzednim sprawdzeniu zawartości metali ciężkich. Konieczne jest jednak przedtem rozłożenie go na słońcu aby obumarły pędy trzciny, która może odrastać nawet z niewielkich pozostawionych fragmentów kłączy. Możliwość rolniczego wykorzystania osadu wiąże się też z problemami wynikającymi z tendencji do tworzenia Centralnych Systemów Oczyszczania. W dużych centralnych oczyszczalniach niewielka ilość ścieków skażonych np. metalami ciężkimi uniemożliwia wykorzystanie osadów w rolnictwie, a jego składowanie jest bardzo kosztowne.
Ciekawym rozwiązaniem są doświadczenia amerykańskie polegające na połączeniu technologii poletek trzcinowych z technologią przemrażania osadu. W okresie zimowym wylewa się osad w precyzyjnie obliczonych dawkach, które umożliwiają jego zamrożenie. Wiosną rozmrożony osad ma strukturę ułatwiającą jego odwodnienie. Jednakże warstwa grubsza niż 60 cm utrudnia wiosenną wegetację roślin z powodu długiego odmarzania.


Podsumowanie

Opisana w skrócie ekotechnologia jest bardzo wydajna, niskoenergochłonna i w dużym stopniu samoregulująca się. Znacznie zmniejsza uciążliwość zapachową procesu odwadniania osadu. Niższe zagrożenie bakteriologiczne ma wpływ na wielkość strefy ochronnej. Nie bez znaczenia jest obecność zielonych roślin w betonowej "fabryce" od ścieków. Mniejsze koszty inwestycyjne wynikają z większej efektywności tej metody oraz dłuższego okresu gromadzenia osadów.

Wielką zaletą jest fakt, że trzciną można obsadzić tradycyjne poletka do suszenia osadu i bez większych dodatkowych kosztów inwestycyjnych uzyskiwać lepsze wyniki ich pracy.

"Samoregulowanie się" sugeruje, że można takie poletka pozostawić same sobie. To złudzenie. Eksploatacja wymaga normalnej kontroli, opieki i troskliwości. Wynika to z wielu połączeń przedstawionej ekotechnologii z tradycyjną technologią w cały system unieszkodliwiania ścieków.

Ryszard Malarski
Ekologiczne Systemy Oczyszczania Ścieków
ul. Podchorążych 3/14, 53-320 Wrocław
tel. (071) 488 102


Literatura

  1. R.Kickuth, wykłady (Gesamthochschule Kassel).
  2. J.Królikowska, "Transpiration of Reed", Archiwum Hydrobiologii, 18(4) 1971.
  3. K.Bahlo, G. Wach, "Naturnahe Abwasserreinigung, Planung und Bau von Pflanzenklaeranlage", Oekobuch, Staufen bei Freiburg 1992.
  4. E.Hauptmann-Mieszczuk, "Odwadnianie osadu w oczyszczalniach ścieków przy użyciu metody złóż trzcinowych", Inżynieria Morska i Geotechnika nr 1/1992.
  5. S.C.Reed, E.J.Middlebrooks, R.W.Crites, "Natural Systems For Waste Managment & Treatment", Mc Grow-Hill Book Company 1988.
  6. U.Pauly, "Klaerschlammvererdung in Schilfbeflanzen Schlammtrockenbeten", Ing.Buro Fur Umweltplanung.
  7. Ochrona środowiska w zagrodzie wiejskiej, WODR Wrocław, 1996
  8. Ocena wybranych oczyszczalni ścieków badanych w latach 1986 -1990, IOŚ, Warszawa 1991.
  9. Barbara Osmulska-Mróz, Lokalne Systemy Unieszkodliwiania Ścieków - Poradnik, Warszawa, 1995.

http://bialowieza.bialowieza.pl/ochrona.przyrody/4.htm